sobota, 4 czerwca 2016

Maybe it's too much...

Witajcie kochani :)

Jak wiecie założyłam nowego bloga poświęconego lalkom Ball Jointed. Doszłam jednak do wniosku, że prowadzenie dwóch blogów to dla mnie zbyt dużo. Niestety nie poświęcam lalkowaniu tyle czasu ile bym chciała.. :(

Postanowiłam więc zamknąć drugi blog a wpisy które się na nim znajdowały przenieść tu. :)

  ***

W mojej przygodzie z lalkami dotarłam, można powiedzieć na najwyższą półkę w momencie gdy zamieszkała u mnie jedna z przepięknych kolekcjonerskich lalek - Ball Jointed Dolls. Co do lalek Barbie, zdecydowałam, że nie sprzedam ich. To byłoby zbyt duże wyrzeczenie, bo nie po to włożyłam tyle siły i serca w ich zdobycie, żeby teraz je stracić.

Większość osób interesujących się lalkami wie co nie co o nich, ale dla tych co nie wiedzą:
Ball Jointed - są to lalki o kulkowych stawach, wykonane  z żywicy przemysłowej. Można im robić własny makijaż, zmieniać oczy i włosy, ucharakteryzować je tak by były jedyne w swoim rodzaju.

Podobnie jak wiele osób, na początku przygody z lalkowaniem twierdziłam, ze tak kosmicznie drogie lalki jak BJD nie trafią nigdy do mojej kolekcji - a teraz, planuję mieć ich całą gromadkę. Zakochałam się w nich po uszy. Wiem już, że nie minie mnie tak zwana faza na te wspaniałe żywicowe panny. Może kiedyś zaproszę również przystojnego, żywicowego lalka.. :)



Ale wracając do mojej obecnej żywicowej miłości. Zakup Dollfie planowałam prawie dwa lata. Wybór odpowiedniej kandydatki i zgromadzenie funduszy też trochę trwało. Przeszukałam więc wiele stron w poszukiwaniu idealnego modelu, którym okazała się przepiękna Lillian z serii Mystic Kids. Jest to lalka w skali 1/4 i ma 45 cm wzrostu. Jest wyjątkowa pod każdym względem. Została obdarzona przepięknym makijażem autorstwa KajuArt. Przyjechała do mnie z bardzo grzecznym wigiem który po wrzątkowaniu prezentuje się znacznie lepiej. 
Najbardziej lubię w niej to, że jest jedyna w swoim rodzaju. Taka unikatowa. Taka moja i ma te cudne szklane oczyska. 
Planuję zakupić dla niej jeszcze wiele dodatków, co mam nadzieję udokumentować w przyszłości na blogu. Dziś zostawiam was z kilkoma wstępnymi zdjęciami. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda mi się zrobić jakąś sesję w nieco innej scenerii. 


***


Legitka czy recast?

Od dawna marzy mi się żywicowa panna z Fairylandu, konkretnie jedna Minifee. Nie ukrywam, chciałabym mieć ich nawet kilka, ale niestety ich cena stanowi dla mnie problem. Wiem, że lalki Ball Jointed to dzieła sztuki i to jest głównym powodem ich astronomicznych cen. Jednak rozważam różne opcje. Swego czasu zastanawiałam się nad recastem od Luo. Słyszałam o niej wiele pozytywnych opinii, ale też obiło mi się o uszy jakie to nieuczciwe i niemoralne względem producentów oryginalnych lalek. 

Dlatego dziś wstawiam swoje rozterki na bloga. Proszę o zrozumienie, że na razie się tylko waham pomiędzy legitką a recastem. Wiem, że to nie jest do końca uczciwe ale za jedną legitkę mogę mieć jakieś pięć/nawet sześć recastów. Chyba każdy na moim miejscu by się zastanawiał co zrobić. Szanuję też zdanie wszystkich którzy są zwolennikami jak i przeciwnikami recastów. 

Na mojej wishliście jest obecnie koło dziesięciu BJD. Wiem, że przede mną długotrwały proces zbierania funduszy i oczekiwania na coraz to nowe panny, a może i żywicowych kawalerów. Dlatego muszę się gdzieś wyżalić.



***

Lillian w nowym sweterku 
Ten post i sesja są kompletnie nieplanowane. Ale jak tu zajmować się czymś innym jak żywicowa ślicznota siedzi obok Ciebie ze smutnym wzrokiem i tęsknotą za pozowaniem? Lillian dziś pozuje w sweterku zrobionym przeze mnie - achhh skromna ja :D
Moja pięknota niestety cierpi na dramatyczny brak ubranek. Muszę przyznać, nie spodziewałam się, że ubranka dla BJD to w Polsce taki problem. Są dostępne albo na zamówienie albo jedynie za granicą i to za astronomiczne ceny. 



Te zdjęcia są na swój sposób wyjątkowe, bo pierwszy raz używałam flesza. Do tej pory zawsze było tylko światło naturalne. Potrzebuję jeszcze dużo, dużo praktyki, by to opanować. Najbardziej marzy mi się jednak sesja plenerowa, ale panicznie boję się ją wynieść z domu. To już chyba jakaś fobia. Boję się że makijaż się uszkodzi, że się porysuje, że gdzieś spadnie i się rozbije. To straszne. Wiedziałam, że z tymi lalkami jest dużo nerwów, ale to co ja wyprawiam to już czasami lekka przesada... 



Smuci mnie fakt, że Lillian doskwiera samotność, jako jedynej żywicowej pannie w mojej kolekcji. Wiem już. że BJD to lalki dla mnie i postaram się mieć ich całą gromadkę. Tylko jak wybrać jeden wymarzony model spośród kilkunastu na wishliście? Jak to wszystko ogarnąć i nie zwariować? 




Wybaczcie, że narobiłam z tymi blogami takiego zamieszania, więcej się to nie powtórzy. :) 
Do następnego wpisu :)

3 komentarze:

  1. Panna jest rewelacyjna, choć przyznam, nigdy nie miałam takiego cudu w rękach. Z wielką chęcią będę śledzić dalsze losy tej ślicznej dziewczyny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem zachwycona sweterkiem Twej pannicy!
    a sama Lilian pewnie też z radością przyjmie
    podobnych jeszcze ubranek w kilku barwach -
    choćby blue czy ecru :DDD

    OdpowiedzUsuń